Strony

wtorek, 29 marca 2016

Cud dwudziesty piąty :)

-Malak? - usłyszałam tuż koło ucha. Słone, lodowate krople sączyły się z kącików moich oczu. Pod wpływem kilkakrotnego mrugnięcia swobodnie spłynęły po czerwonych od ciepła, jedwabistych policzkach. Następnie, po przebyciu krótkiej wędrówki po mojej delikatnej cerze, stoczyły się w otchłań zapomnienia i rozgoryczenia. Zaczerpnęłam łapczywie powietrza do płuc i przesunęłam się bliżej ściany. Po chwili krótszego zastanowienia podciągnęłam kolana pod brodę i otuliłam je ciepłymi ramionami. Prawe lico przystawiłam do materiału, z jakiego wykonane były czarne leginsy i wbiłam puste spojrzenie w oczy Forfanga. - Co się dzieje? - to proste pytanie było moim gwoździem do trumny. Nie mogłam wydusić ani słowa. Wiedziałam, że siedzący obok Johann nie uzyska jakiejkolwiek odpowiedzi.

Zacznie żyć w nieświadomości, albowiem było to dla mnie zbyt trudne do opisania. Moje serce, skryte za osłoną klatki piersiowej przyspieszyło tempa. Miałam ochotę zwrócić wzrok w kierunku windy, która już dawno uniemożliwiła wstęp nowym przybyszom i bezwładnie zjechała w dół, aby wysiedlić tego mężczyznę, którego widoku tak bardzo się obawiałam. Kiedy ujrzałam jego ciepłe tęczówki narząd upoważniony do wymiany gazowej nagle zapomniał jak ma funkcjonować. Cały świat zawirował. Przed oczami zatańczyły mi bezwzględne czarne mroczki, a umysł zupełnie odciął się od reszty organizmu.

Mój towarzysz wyrwał mnie z dość długotrwałego zamyślenia. Umiejscowił swą dłoń na moim przedramieniu i delikatnie ją ścisnął. Po upływie krótkiej chwili mogłam zaobserwować zmianę pozycji Norwega na stojącą. Ponownie wyciągnął w moim kierunku długą, chudą, górną kończynę. Tym gestem zachęcił mnie do ponowienia jego ruchów, których przez nieobecność duchem nie zdołałam dokładnie zaobserwować. W mojej głowie pojawił się moment zawahania. Zdecydowana, ujęłam jego rękę i bez pytania, ani żadnej innej informacji wtuliłam się w niego. Nie potrzebowałam nieszczerych słów. Chciałam jakoś przeżyć te kilka dni. Modliłam się o to aby nie musieć rozmawiać z Gregorem. Mogło się to źle skończyć.. Zamknęłam oczy. Miałam świadomość, że Forfangowi należą się skrupulatne wyjaśnienia. Żywiłam nadzieję, że okaże się osobą godną zaufania. Odsunęłam twarz od jego obojczyka. Włożyłam kartę magnetyczną do czytnika i nacisnęłam złotą klamkę, zdobiącą mahoniowe drzwi.

Moim tęczówkom ukazał się przytulny pokoik. Barwy panujące wewnątrz pomieszczenia nie odbiegały koloryzacją od pozostałej części hotelu. Wszystko skąpane było w ciepłym brązie. Każdy fragment podłogi mienił się w odcieniach smacznej czekolady. Łóżko stojące w rogu spowite zimną, kremową pościelą, nadawało całemu pokojowi nieco chłodu. Usiadłam na wspomnianym miejscu spoczynku i splotłam swoje dłonie razem. Poczułam, że druga sylwetka styka się z moją. Niepewnie uniosłam wzrok na źródło przyjemnej temperatury wynoszącej 36,6 stopnia, która zamajaczyła tuż przy mojej talii. Zmrużyłam śniade powieki, a z moich ust wylał się potok gorzkich, przesiąkniętych wspomnieniami słów.

Po wypłynięciu wszelkich żali jakie zawdzięczałam bezwzględnej przeszłości ponownie zerknęłam w stronę chłopaka, który cierpliwie i uważnie wsłuchiwał się w każdy wyraz, jaki  wypowiadałam. W momencie zakończenia mego monologu westchnął dość ciężko i ułożył rękę na moim ramieniu. Delikatnie je pomasował i przyciągnął do siebie. - Pomimo wszystkich ran jakie zadał Ci los, ty nadal tu jesteś i potrafisz wyjść z opresji z uśmiechem na ustach. Niejeden poddałby się już dawno. Pamiętaj Malak, musisz być twarda. Nie ulegaj jeśli tego nie chcesz. Unikaj rozmowy z Gregorem, ale jeśli zajdzie potrzeba przeprowadzenia konwersacji bądź silna. Nie możesz zawrócić z wyznaczonej wcześniej drogi. Nie wahaj się. - wyszeptał nadal pocierając moją kończynę. Następnie lekko się odsunął. Ponownie przymknęłam ociężałe powieki. Już miałam zamiar zdobyć się na wydukanie cichego ,,dziękuje'', ale właśnie wtedy usłyszałam dźwięk zamykanych drzwi. Nie dziwiłam się Johannowi. To zbyt wiele rewelacji od prawie obcej osoby. Również nie nadążyłabym za natłokiem tak dobijających wspomnień. Skuliłam się w kłębek na łóżku i w takiej pozycji zaczęłam cicho łkać. Zadrapania, a także głębokie szramy.. To wszystko co pragnęłam odkreślić grubą linią powróciło ze zdwojona siłą.

***

- Nie przywiozłem Cię tutaj, żebyś czas spędziła pod kołdrą. Idziemy się rozerwać. - niemalże krzyknął. Klasnął w dłonie i przyjrzał mi się z szerokim uśmiechem na ustach. - Dzisiaj będzie rozdanie numerów startowych i będziesz tam obecna. - dodał siadając tuż przy mnie. Zerknęłam na niego niepewnie i już otwierałam usta, aby wydobyć z siebie cichą odmowę, ale Kraft skutecznie mi to uniemożliwił. - Zapewniam, że jest to dobry pomysł. Liczę na twoje wsparcie w najbliższych dniach. W końcu ktoś będzie trzymał za mnie kciuki. - mrugnął i tym razem cierpliwie poczekał na moją reakcję.

- Nie licząc tysięcy fanek, rzeczywiście będę jedyną osobą, która będzie Cię dopingować. - stwierdziłam, a moje kąciki ust mimowolnie powędrowały ku górze. - Boje się Stefan. Jeśli porozmawiam ze Schlierim jeszcze bardziej będę żałować mojej decyzji. - wlałam w swą wypowiedź maksimum szczerości. Przez jego twarz przemknął mało widoczny cień. Na chwilę odwrócił wzrok, wbijając go w swoje splecione dłonie. Zaśmiał się sztucznie i uniósł całą swą posturę do góry.

- Tak bardzo go kochasz? - spytał nadal na mnie nie patrząc. W mojej głowie nagle zapanował mętlik. Nie rozumiałam jego zachowania. Liczyłam na kilka słów otuchy. Tymczasem stało się to czego nigdy bym się nie spodziewała. - Skoro tak to w czym problem? Wróć do niego. Bądźcie szczęśliwi. - zacisnął dłonie w pięści. Moje wargi rozjechały się w dwóch różnych kierunkach. Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie powiedział. Każdy mój mięsień mimowolnie się napiął, a mózg za wszelką cenę pragnął przyswoić niejasne przesłanie jego wypowiedzi.

- Ale.. Ja... Nie chcę, żeby ich dziecko wychowywało się bez ojca.. Myślisz, że dlaczego wtedy powiedziałam mu, iż nasz związek był tylko zabawą? Nic nie rozumiesz? - zapytałam płaczliwie podnosząc się z miękkiego łóżka. Chciałam do niego podejść i tak po prostu go przytulić. Liczyłam, że wtedy każdy problem zniknie jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

- To ty niczego nie przyswajasz. - zakończył. Przeszedł parę kroków w stronę drzwi i nacisnął złotą klamkę. Zamknęłam powieki, a do moich uszu dobiegł dźwięk zetknięcia się fragmentów drewna. Trzask, a następnie tylko głucha cisza. O co chodziło? Co się właśnie wydarzyło? Czy zrobiłam coś źle? Nie miałam zielonego pojęcia co Stefan chciał mi przekazać.. Opadłam bezwładnie na zajmowane wcześniej miejsce i nabrałam powietrza do płuc. Jedyne co mogłam wtedy uczynić to zwrócić się z prośbą o pomoc do Boga. Nikt inny nie był w stanie mnie wesprzeć.

***

Ponownie tamtego dnia usłyszałam niepewne stukanie w powierzchnie drewnianych, ciemnych drzwi. Zwlokłam się z łóżka i ospałym krokiem podeszłam do epicentrum narastającej głośności wspomnianego dźwięku. Nacisnęłam, mieniącą się w bladym świetle słabej żarówki, klamkę. Moim oczom ukazał się Johann. Odsunęłam się delikatnie, aby umożliwić mu wejście. Lecz on nie ruszył się nawet o milimetr. Zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, pociągnął mnie za rękę i jednym, zdecydowanym ruchem zamknął pokój. Spojrzałam na niego zdezorientowana. Na twarzy Norwega widniał tajemniczy uśmieszek.

- Słyszałem, że nie masz planów na wieczór. - odparł, widząc, iż nie odgadłam jego myśli. - Idziemy na rozdanie numerów startowych. - dodał pewniej. Następnie podał mi granatową, lekką kurtkę. - Dziś wystąpisz pod norweską pelerynką niewidką. - niezdecydowanie chwyciłam materiał w rękę. Nadal nie przyswajałam jego szybkich, wręcz gwałtownych ruchów. Włożyłam kończyny w rękawy ubioru i potulnie ruszyłam za Forfangiem. Wiedziałam, że nie ma opcji ,,Wycofaj się do pokoju''. Musiałam brnąć w to wydarzenie bez najmniejszego zawahania.

Przeszliśmy na sam koniec korytarza. Kiedy stanęliśmy tuż przed srebrzystymi wrotami windy, przyłożyłam palec do pomarańczowego przycisku i zwiększyłam siłę parcia. Urządzenie zjeżdżające z góry po krótkiej chwili zatrzymało się na naszym piętrze. Drzwi od ,,ruchomego pomieszczenia'' rozwarły się. Wewnątrz dostrzegłam jakąś sylwetkę. Blond czupryna pozwoliła mi w mig skojarzyć tajemniczą posturę z postacią  Daniela Andre Tande. Pierwsze wrażenie, które zrobił na mnie parę miesięcy przed ponownym spotkaniem w Bad Mittendorf, nie było pozytywne. Albowiem to on doprowadził do pocałunku Gregora i Sandry.. To przez jego wyzwanie opuściłam wtedy lokal. To przez n...

- To była ta ważna sprawa, którą miałeś do załatwienia? - Norweg oderwał wzrok od swojego iPhone'a i obrzucił moje lico przelotnym spojrzeniem. - Teraz masz zamiar namieszać w naszej kadrze? Od razu mówię, że pod koła się za Tobą nie rzucę. - dodał oschle, a ja zacisnęłam zęby.

- Jeśli nie masz nic mądrego do powiedzenia to lepiej milcz. Nie prowokuj mnie, bo języka strzępić nie będę. - odpowiedziałam na złośliwą wypowiedź blondyna. Starałam się zignorować drugą część jego krótkiego monologu. Zmrużyłam powieki, a następnie skrzyżowałam ręce na piersi. Wtedy też winda zatrzymała się, a naszym oczom ukazał się widok przytulnego holu, o ciepłych barwach.

- Jeszcze raz taka akcja i będziesz miał przejebane. - szepnął Johann do swojego kolegi z drużyny. Złapał mnie pod ramię i wdziewając na wargi szeroki uśmiech pociągnął do przodu nasze sylwetki. Z minuty na minutę odczuwałam coraz większy stres. Jak spojrzę w oczy Stefanowi? To on chciał mnie wyciągnąć z tego bagna. To z nim miałam się tam udać. Byłam świadoma, że w tej dobie mój humor nie ulegnie poprawie. Jak w życiu się coś pieprzy, to już wszystko naraz.

***

- A teraz brawa dla mistrza świata w lotach, który w ten weekend będzie bronił swojego tytułu. Przed państwem Severin Freund! - pod sceną rozległy się donośne oklaski. Oparłam dłonie o zimną barierkę. Przedstawiciele Austrii, Słowenii, Niemiec, Norwegii, Japonii i Polski zgromadzili się na dość sporym podwyższeniu. Niektórzy uczestniczyli w takiej imprezie po raz pierwszy w życiu, inni byli specjalistami w tejże dziedzinie. Nie chciałam zwracać na siebie uwagi, toteż nawet przez moment nie zerknęłam na Stefana.
Kiedy podziękowania, życzenia i prośby dobiegały końca poczułam na ramieniu czyjąś dłoń. Podskoczyłam nerwowo. Kiedy odwróciłam się o całe 180 stopni ujrzałam tego, którego tak się obawiałam. Przełknęłam ślinę i zacisnęłam dłonie w pięści.

- Musimy porozmawiać. - odrzekł twardo. W jego oczach widziałam ból, smutek, cierpienie, a nawet strach? Wszystkie uczucia zaczęły mi się mieszać. Nie wiedziałam nawet czy dobrze interpretuję negatywny błysk czekoladowych tęczówek. Mężczyzna nachylił się nade mną. - Okłamałaś mnie. - szepnął na tyle głośno, że owa informacja dotarła do każdej komórki somatycznej, budującej moje spięte ciało. - Dobrze wiesz, że powinniśmy być razem. - jego zniżony głos łaskotał każde wyobrażenie tego spotkania, które przez ostatnie godziny zawitało do mojej, pełnej chaosu głowy.

- To co wtedy powiedziałam było prawdą. Ten związek nic dla mnie nie znaczył. - zaczęłam, spuszczając podbródek. Wbiłam wystraszony wzrok w twardy, zbity grunt. Zacisnęłam rzędy perlistych zębów w mocnym uścisku. Nie wiedziałam co jeszcze mogłabym powiedzieć. Domyślałam się jednak, że nie pójdzie tak łatwo.

- Skoro idziesz w zaparte. - westchnął cicho. Po chwili ujął moją nieskazitelną twarz w swoje ciepłe ręce i uniósł tak, abym w pełni mogła zobaczyć te hipnotyzujące tęczówki. - Powtórz to jeszcze raz. - po tych słowach tempo bicia mojego serca znacznie przyspieszyło. Dziwiłam się, że byłam w stanie utrzymać je pod osłoną klatki piersiowej.

- Malak! Chodź już. Roi się tu od niebezpiecznych i podejrzanych typów. - głuchą ciszę przeszył głos innej osoby. Dobrze znany ton, który okazał się być zbawiennym wydźwiękiem. Odwróciłam się na pięcie i w całej okazałości ujrzałam mojego ,,księcia na białym koniu''. Nie czekając dłużej zmniejszył dzielącą nas odległość i chwycił moje zmarznięte dłonie. - Wybacz Gregor, ale chyba już wszystko sobie wyjaśniliście. - zawołał do osłupiałego Schlierenzauera i oddalił się wraz ze mną na bezpieczną odległość.

Czy to wystarczyło, aby raz na zawsze odciąć się od postulatów Schlieriego? Czy oznaczało to definitywny koniec smutnej historii miłosnej? Wtedy nie znałam na te pytania, jasnych odpowiedzi, ale wiedziałam, że warto wierzyć, bo wiara czyni cuda, takie jak pojawienie się tego, u którego właśnie zostałam dłużniczką..



******************
Jest i 25! 
Taka trochę jubileuszowa :P 
Po raz pierwszy od wielu dni wyrobiłam się z rozdziałem.
To tylko i wyłącznie dzięki temu, że miałam wolne. 
Nie sądzę, że z następnym pójdzie mi równie łatwo i szybko. 
Mam nadzieję, iż powyższy twór Wam się podoba. 
Święta, święta i po świętach.
Czas wrócić do szarej smutnej rzeczywistości. 
Pozdrawiam :*.

1 komentarz:

  1. Hej hej!
    Tak wiem, że się spóźniam, ale ostatnio jakoś nie mam czasu :/
    Rozdział przecudny!
    Denerwuje mnie to, ze Malak tak nie chce porozmawiać z Gregorem. Tak nie może być. Powinni porozmawiać chociaż raz! Ale szczerze. Już myślałam iż w końcówce będzie jakiś przełom a tu bum!
    "Wybacz Gregor, ale chyba już wszystko sobie wyjaśniliście" te słowa mnie dobijają!
    Czekam na następny
    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń